Strach w promieniach Słońca – „Midsommar. W biały dzień”

Jednym z klasycznych archetypów horrorów jest ciemność. Właściwie każdy twórca korzysta z tego zabiegu, można powiedzieć, że mrok i horror są ze sobą nierozerwalnie połączone. W sumie ta synteza jest o duża starsza niż sam gatunek i kino w ogóle. No bo przecież po zmierzchu z ukrycia wychodzą wampiry, wilkołaki i duchy. Literatura, (właściwie kultura jako całość) od najdawniejszych czasów utożsamia noc ze złem. A dzień? Wiadomo – niesie ze sobą radość, nadzieję, zło na te kilkanaście godzin chowa się w ukryciu. W horrorze podczas dnia zazwyczaj nie może stać się nic złego. W tym momencie na scenę wchodzi Ari Aster ze swoim nowym filmem Midsommar. W biały dzień i wywraca utarte konwenanse do góry nogami. 

Ari Aster jeszcze trochę ponad rok temu był mało znanym absolwentem szkoły filmowej – AFI Conservatory. Aż do momentu premiery Hereditary. Młody twórca z hukiem wyważył drzwi do pokoju o kilku nazwach. „Najlepszy film 2018 roku”, „objawienie w świecie horrorów”, „ogromnie utalentowany scenarzysta i reżyser”. Jego debiut wzbudził zachwyt wśród krytyków, a wśród widzów… nie do końca. Być może dlatego, że Aster bawi się gatunkiem. Gatunkiem, który sprawiałby wrażenie kagańca założonego na umysł reżysera. Kto szedł na Hereditary po zobaczeniu napisu „horror” w opisie, mógł się bardzo zawieźć. Czy gość robiący krótkometrażówki np. o ojcu molestowanym przez własnego syna czy o człowieku prześladowanym przez włochatego potwora może zrobić film zgodnie z przyjętymi zasadami konkretnego gatunku i zmieścić się w jego ramach? Otóż nie. Aster w Hereditary bezprecedensowo wymieszał ze sobą różne style i konwencje, tworząc ciężki dramat psychologiczno-obyczajowy ze sporą domieszką klasycznego, autorskiego horroru. Dlaczego o tym piszę zamiast od razu przejść do oceny  Midsommar? A no dlatego, że z nowym filmem 32-letniego reżysera jest bardzo podobnie…. ale też nie do końca, bo jest to dzieło z różnych stron zupełnie inne niż obraz z 2018.

Studentka Dani zmaga się ze stratą. Nie może pogodzić się z przeszłością, nie radzi sobie z teraźniejszością, boi się przyszłości. Po pewnym wydarzeniu z jej życia bardzo ciężko się z nią funkcjonuje. Jest to największe podobieństwo do Hereditary. W poprzednim filmie Astera główną bohaterką była również kobieta nieradząca sobie z tym co było i ze strachem oczekująca tego co będzie. Dani i Annie z Dzedzictwa stawiają czoła otaczającemu je światu.

Jack Reynor i Florence Pugh

Po przejściach młodej dziewczyny, rykoszetem obrywa jej chłopak, Christian. Z drugiej strony, nie jest niewinny – często traktuje swoją drugą połówkę instrumentalnie, lekceważy ją i zapomina o jej potrzebach. Szansą na odskocznię od codziennych problemów staje się wyjazd do północnej Szwecji. Dani, Christian i reszta ich paczki wybiera się na Midsommar – coroczne pogańskie święto związane z przesileniem letnim i nordycką mitologią. Trafiają do małej społeczności – żyjącej w komunie, w zgodzie z naturą, z dala od świata. Wioska jest rajem na ziemi, zobrazowaniem Arkadii. Oczywiście to tylko pozory.

Co do nocy/dnia – mroku/jasności. Wygląda na to, że Ari Aster nie może tworzyć „normalnych” filmów. Postanowił odrzucić charakterystyczny dla horrorów mrok i zaserwował nam obraz pełen grozy, strachu i napięcia w biały dzień. Dosłownie. Przez większość część filmu wydarzenia rozgrywają się podczas dnia. Widać, że Aster wzorował się na Lśnieniu Kubricka, tylko, że „podbił stawkę”. W dziele zmarłego reżysera rodzina Torrenców przeżywa tragedie w co prawda oświetlonym hotelu Panorama, ale na zewnątrz czai się pustka i mrok. U Astera nawet o minimalnej ciemności (oprócz początkowych scen dziejących się w USA) mowy być nie może, ponieważ obserwujemy wydarzenia podczas dnia polarnego. Co nie zmienia faktu, że nie ma w tym filmie mroku. Jest i to w dużych ilościach. Kryje się on między relacjami międzyludzkimi. Przede wszystkim na linii turyści – mieszańcy, mieszkańcy – mieszkańcy, a nawet turyści – turyści. Aster, tak jak w Hereditary skupia się na konkretnych osobach. Szczególnie dokonuje wiwisekcji na psychice głównej bohaterki Dani, fenomenalnie zagrana przez Florence Pugh. Z jej perspektywy obserwujemy groteskowe i krwawe rytuały Szwedów.

Od razu widać, że Aster ze swoją ekipą wykonali dużo pracy jeszcze przed rozpoczęciem nagrań.

„Poświęciłem bardzo wiele czasu na przygotowania i poszukiwanie inspiracji (…). To było nie tylko czytanie książek, ale także wizyty w muzeach, na przykład w Sztokholmie, gdzie znalazłem wiele cudownych artefaktów poświęconych obchodom „Midsommar”.  Poza tym przyglądałem się wielu rzeczywiście istniejącym ruchom duchowym, od których zapożyczyłem rozmaite pomysły na elementy rytuału, który oglądamy na ekranie. Niektóre z nich były szwedzkie, inne nie. Interesowała mnie cała nordycka spuścizna kulturowa, szczególnie mitologia.” 

Ari Aster
Reżyser „Midsommar” – Ari Aster

Słowa reżysera mają swoje odbicie w filmie. Wchodząc do rajskiej wioski, obserwujemy to miejsce z perspektywy turystów. Razem z nimi poznajemy ten dziwny świat. A jest co do poznania, bo każdy element scenografii nie znalazł się tam z przypadku. Lokacja jest dopieszczona w najmniejszych szczegółach – od strojów, przez święte artefakty, po budynki ze znaczącymi dla fabuły rysunkami. Konkretne wydarzenie mogły odbyć się tylko w tych określonych okolicznościach, byłem w stanie „uwierzyć” w to miejsce. Jest tam dużo alegorii, odniesień do mitologii, o której mówi Aster, a cała wioska z jej magiczną otoczką nie stanowi dodatku do opowiadanej historii, tylko jest kolejnym aktorem, pełnoprawnie „grającym” w Midsommar. Kolejny niewidoczny aktor, na którego paradoksalnie ciągle patrzymy – od pierwszej do ostatniej sekundy – to zdjęcia. Ich autor, Paweł Pogorzelski (kolejny Polak Rodak w Hollywood!) wchodzi w interakcje z postaciami, to m.in. on sprawia, że czują nieustanny niepokój (a co za tym idzie, my też), wykorzystuje liczne odbicia w lustrze, kiedy trzeba pokazuje świat do góry nogami i swoimi kadrami maluje obrazy. Oczywiście ma do dyspozycji piękne krajobrazy północnej Szwecji, co ułatwia mu pracę, ale świetnie radzi sobie w bardziej kameralnych miejscach (chociażby początkowe sceny w USA, perełka). Często bawi się kamerą, szybko ją prowadzi i zniekształca obraz, dzięki czemu oddaje niepokój, strach, a w ostateczności szaleństwo bohaterów. Gołym okiem widać, że Pogorzelski wie co chodzi Asterowi po głowie i potrafi zainscenizować jego pomysły.

„Jesteśmy niczym stare małżeństwo”

opowiada o relacjach z reżyserem polski operator.

Mówiłem, że Aster bawi się gatunkiem. W Midsommar jest to jak najbardziej odczuwalne. Nie obejrzymy typowego horroru, raczej „film o bardzo niefortunnym rozstaniu”, „folk-horror”, „mroczną baśń” – wg. samego reżysera. Od siebie dodam, że można dorzucić do tego jeszcze „film gore”. Jeśli Midsommar przeraża, to szczególnie makabrycznymi widokami ludzkich ciał. Nie radzę jeść przy oglądaniu… Twórca dotyka kilku ważnych tematów. Porusza sprawę toksycznej miłości – pełnej niezrozumienia, działającej destrukcyjnie na dwie strony tej przedziwnej symbiozy. Przedstawia zderzenie dwóch różnych kultur – amerykańskiej i szwedzkiej. Jednak ten wątek ważna odczytywać w szerszym znaczeniu – spotkanie mieszkańców wioski z turystami jest alegorią zetknięcia się z nieznanym. Nieznanym, którego czasami się boimy i brzydzimy. Aster pokazuje, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Co dla jednych jest absurdem i nieporozumieniem, dla innych stanowi szanowaną tradycję. Dla jednych jakieś czynności mogą być ohydne, dla drugich to zwykła rutyna, jak gaszenie światła. Oczywiście najważniejszy wątek, oś napędowa całego filmu: (nie)radzenie sobie ze stratą. Aster pokazuje jak reaguje ludzką psychika po wyjściu z tragicznych wydarzeń.

Na koniec jeszcze raz oddajmy głos Asterowi.

„Miałem nadzieję na osiągnięcie pewnej ambiwalencji, zostawienie przestrzeni na wątpliwości u widza. Lubię, kiedy widz nie wychodzi z kina z pewnością, że wie dokładnie, co właśnie zobaczył.” 

Udało się. Jednak wiem jedno: zobaczyłem kawał dobrego kina, a na kolejne filmy Ariego Astera będę czekał z wypiekami na twarzy.

Cytaty pochodzą z wywiadów: https://kultura.onet.pl/film/wywiady-i-artykuly/ari-aster-wywiad-z-rezyserem-filmu-midsommar-w-bialy-dzien/k6r0eyl oraz https://www.spidersweb.pl/rozrywka/2019/07/03/pawel-pogorzelski-wywiad-midsommar/amp/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.